Poniedziałek, 14 grudnia 2025, Warszawa
#Codziennadawkagrzybów Dzień 348/365
Kilka dni temu bo zamarzył mi się mój ukochany chleb, dlatego nastawiłam zaczyn na żytni zakwas. Ostatnio właściwie nie jadam pieczywa, ale zatęskniłam za zapachem domowego chleba i pomyślałam, że w grudniu pozwolę sobie na upieczenie kilku bochenków przy okazji zbliżających się Świąt. Poza tym takie chleby to dla bliskich prezenty doskonałe. Dziś rano zakwas był już idealny i w dostatecznej ilości, więc mogłam zagnieść ciasto i zostawić je w foremce do wyrośnięcia. Miałam przeczucie, że to będzie wyjątkowy chleb. Dodałam do ciasta dużo nasion siemienia i czarnuszki. Po 5 godzinach trzymania go pod ściereczką urósł aż po sam brzeg formy. Od razu ego upiekłam. Ależ pachniało. Przypomniały mi się miesiące kiedy co tydzień robiłam chleb, a swojego czasu zakwas liczył sobie ponad półtora roku. Niestety któregoś razu z powodu jakiegoś dłuższego wyjazdu niedokarmiany w lodówce zakwas się zepsuł i nie nadawał już do użycia.. Tak to już z zakwasem jest, że trzeba o niego dbać, dokarmiać i używać dość regularnie do pieczenia. I teraz mam nowy, świeżutki zakwas, a chleb który dziś z jego użyciem upiekłam okazał się genialny. Zastanawiam się nawet czy nie jest to najlepszy bochenek jaki do tej pory udało mi się upiec. I jak za każdym razem, dziś ponownie nie mogę wyjść z podziwu, że tak niesamowity pokarm otrzymujemy wyłącznie z trzech składników: wody, mąki żytniej i soli. Chleb. Jeśli więc droga Czytelniczko, drogi Czytelniku tu trafiłeś i czytasz ten wpis i naszła Cię ochota na zrobienie własnego chleba, bo jeszcze nigdy wcześniej nie było ku temu okazji, odsyłam do mojego przepisu: CHLEB POWINNO SIĘ ROBIĆ Z CZUŁOŚCIĄ, WTEDY WYJDZIE. Mam nadzieję, że jak ja, zakochasz się w tym wspaniałym wynalazku ludzkości i stwierdzisz, że nie ma lepszego chleba o tego, który się upiecze własnoręcznie, od samego początku do końca.
Poza chlebem, zaczęłam dziś robić krokiety, ale ponieważ byłam mocno zmęczona popołudniowym bieganiem wiedziałam, że pójdę szybko spać i będę musiała podzielić sobie ich przygotowanie na dwie części. I to okazało się bardzo dobrym pomysłem. Krokiety są wegańskie, z kapustą i grzybami, a odkąd rok temu zrobiłyśmy z moją przyjaciółką Hanią krokiety ze świeżo zebranych w lesie boczniaków ostrygowatych, nie wyobrażam sobie już innych krokietów w okresie zimowym. Najpierw usmażyłam naleśniki (tu mój sprawdzony i bardzo prosty, bezjajeczny przepis), a potem wzięłam się za czyszczenie koszyka pełnego grzybów, które nazbieraliśmy wczoraj podczas godzinnego spaceru wzdłuż Wisły. Spędziliśmy piękny czas na terenach zalewowych, znaleźliśmy uszaki, płomienice zimowe i rzecz jasna boczniaki. Wszystko powędrowało do koszyków. Uwielbiam zbierać boczniaki, nie tylko smakują inaczej i lepiej niż te hodowlane ze sklepu, ale też inaczej też pachną, intensywniej – po prostu lasem i wodą! W moim farszu ląduje kapusta (świeża i kiszona w proporcji 2:1), boczniaki, cebula, sól, pieprz, sos sojowy i dużo sproszkowanych grzybów ze zbiorów własnych (koźlarze, borowiki, podgrzybki i smardze). Jutro jak ten świstak będę zawijała naleśniki z farszem a następnie je panierowała. Przepisem podzielę się z Wami na dniach w osobnym wpisie w zakładce Kuchnia. Ach jak pachnie farszem i grzybami! Wspaniale czuć las w domu, bo dzika kuchnia jest możliwa nawet jeśli się mieszaka w mieście.
Więcej z serii „Dziennki” przeczytasz tu





Hej, aż czuję zapach tych smakowitości 😊
Od dawna przymierzam się do wypieku chleba według Twojego przepisu, może w końcu się zmobilizuję 🙂
Szkoda, że w fińskich sklepach na północy nie ma boczniaków, brakuje mi ich. W lesie ich nie ma, nawet w Polsce nigdy ich nie widziałam, albo nie rozpoznałam 😄
Tej jesieni z grzybami leśnymi w ogóle było u nas słabo, ze względu na wyjątkowo gorący i suchy lipiec oraz brak deszczu w sierpniu. Najwięcej zawsze zbieraliśmy koźlarzy, jedynie kilka borowików się trafiało, ale za to świat porostów i mchów jest niezwykle bogaty 💛
Dobrego dnia 🌟
Daria
Hej Dario! Właśnie sprawdzam w atlasie czy faktycznie boczniaki nie rosną w Finlandii, bo wydaje mi się że są 🙂 No wiec są i to dość powszechne! W końcu lubią zimno 🙂 Pamiętaj, że zawsze możesz je sobie wyhodować – czy macie możliwość zakupienia balotów zaszczepionych grzybnią? Byłoby super. Ja w tym roku mało zbierałam grzybów (jak na mnie), bo wrześniowy wypadek i złamanie kręgosłupa na trochę mnie wyłączyło. Za to nadrabiam teraz 🙂 A co do chleba… polecam!!! Jeśli będziesz miała jakieś pytania techniczne śmiało pisz, nawet na maila bieganizm@gmail.com
Ściskam i dziękuję, że napisałaś!
Pozdrowienia z Warszawy!
Asia
Dziękuję 🙂 Będę uważnie wypatrywać na jesień boczniaków, może uda się znaleźć, chociaż my chyba za bardzo na północ mieszkamy.
Te baloty z grzybnią to super sprawa, myślę o zakupie od jakiegoś czasu. Tyle jednak innych rzeczy do zrobienia po drodze, że gdzieś mi to umyka.
Tak, mam pytanie – jak już przygotuję zakwas, przygotuję pierwsze ciasto i odłożę z niego zakwas na kolejne wypieki, to wystarczy mi go na jeden bochenek, czy więcej? Czy go się dokarmia, aby było go więcej? Ile go potrzeba do jednego bochenka? Jestem zielona w tym temacie.
Dużo zdrowia Asiu i szczęśliwych leśnych wędrówek.
Dario mi wystarcza zakwasu na kolejny bochenek bo on przez dwa trzy dni w lodówce podrośnie. Jednak śmiało możesz go dokarmiać – np. dziennie po 1 łyżce mąki i 1 łyżce wody, a jeśli potrzebujesz więcej zakwasu to zwiększasz proporcje mąka:woda 🙂 Ja zazwyczaj kolejny chleb piekę po tygodniu. Do kolejnego bochenka używam 500 g mąki i cały zakwas ze słoika o objętości ok 400 ml (tak aby ważył przynajmniej ze 300 g. Powodzenia!!
Dario zdrowia i dla Was i pięknych chlebów! <3