Zawody pobiegłam nie biegnąc. Na pewno nie ma co płakać i rozwodzić się nad tym, jaka to byłam przybita faktem, że w tym roku nie wystartuję. Wiedziałam to od 3 tygodni. Będzie zatem krótko i szybko, rozwodów nie lubię – jedynie w kilku zdaniach opiszę mój “niestart”, bo moja noga (a dokładniej stopa) wyraźnie nie czuje się swojo, gdy się  z niej naśmiewam. Chciałaby, aby traktowano ją z troską i czułością, co na codzień czynię. Nawet podałam jej przed wyjazdem w góry własne osocze. Tak ją kocham.

1. Do Lądka oczywiście przyjechałam – i to na 5 dni. Zaplanowałam – jadę. Góry to góry. Zrobię sobie urlop.

2. By dobić się jeszcze bardziej (zamiast nie pojawiać się w ogóle w miasteczku biegowym) poszłam na spacer, tak niby po okolicy… Zrobiłam sobie zdjęcie (z największym mym przyjacielem wyjazdu – panem piwem), a potem usiadłam ze spotkanym znajomym w amfiteatrze i wzdychałam do butelki. Kolega biegł oczywiście.

3. Godzinę później stwierdziłam, że pójdę odebrać pakiet, jak gdyby nigdy nic i w euforii zrobiłam jeszcze jedno zdjęcie, w tym samym miejscu co to z piwem, ale już odpowiednie, bo z numerem startowym. Wyobraźnia ludzka jest jednak niesamowita, uwierzyłam, że pobiegnę. Do hotelu wracałam rzecz jasna znów wzdychając.

4. Na koniec, czyli dnia następnego wystartowałam na 68 km – w myślach, leżąc na lądkowym trawniku i zapijając smutek kolejnym niepasteryzowanym napojem podczas, kiedy inni biegli. W słońcu i w deszczu. I wiecie co… dało radę, bo nie byłam sama.

Skrajny masochizm? Może, ale nie żałuję ani chwili.

DFBG 2017 przejdzie do mojej własnej historii, kibica i poklepywacza ramion, kopacza pup, rozdawacza buziaków i uścisków, pełen gratulacji i pocieszeń. DFBG był mądry i rozważny. Bez żadnej brawury. I okazał się najbardziej towarzyski ze wszystkich moich dotychczasowych zawodów.

Po tym wyjeździe stwierdziłam po raz kolejny, że życie biegacza jest piękne, nawet z kontuzją. No bo co to za biegacz bez kontuzji (pocieszam się…)?

Ktoś nie miał – niech zamilczy, albo skłamie w dobrej wierze.

JoKo

Napisz komentarz