Poniedziałek, 1 grudnia 2025, Warszawa
#Codziennadawkagrzybów Dzień 334/365
Do końca roku zostało 31 dni. Aż chcę napisać „kiedy to zleciało”… choć gdy tak mija mi dzień za dniem to zupełnie tego nie odczuwam. A jednak znów za chwilkę, mąż będzie schodził do piwnicy po naszą sztuczną choinkę i znów targać będzie kartony pełne bombek, łańcuchów i lampek. Jak wyglądałoby życie bez świadomości upływających lat, albo na przykład bez luster? Jedynie od czasu do czasu przeglądalibyśmy się w tafli jeziora, albo w kałuży powstałej po deszczu, może jeszcze czasem w oczach ukochanej osoby lub naszych dzieci. A tak lecą lata, małe bąbelki rosną, psy siwieją, obraz w lustrze się zmienia. Nie mierzę się z dylematem upływających lat i przybywających pomarszczeń skóry. Lubię je, pojawiają się i zostają, zapisują radości, uśmiechy, smutki, tęsknoty, bywają korytem dla łez. Przeżywam życie, dzień po dniu, rok po roku. Czasem przeżywam je cieżko, czasem na lekko. To zależy.
I tak na przykład w listopadzie dwa razy pękałam z dumy, z mojego męża i z siebie, bo mieliśmy w domu dwie awarie – pralki i kranu w kuchni. Z obydwiema poradziliśmy sobie sami. Po pralkowym śledztwie i analizie usterki doszliśmy do wniosku, że zepsuł się nasz 15-letni elektrozawór (nawet nie wiedziałam, że jest taka część w pralce i odpowiada za pobieranie wody m.in. do dozownika z płynem i proszkiem – ale teraz już wiem!), a kran w zlewie w kuchni zaczął nam totalnie przeciekać u podstawy zalewając blat przy każdym jego odkręcaniu. Pierwszy raz postanowiliśmy naprawić wszystko sami (za moją namową). Zamiast nowej pralki kupiliśmy odpowiedni elektrozawór, a do zlewu nową baterię. Dzięki instruktażowemu filmikowi znalezionemu w sieci rozkręciliśmy pralkę, dostaliśmy się do środka i wymieniliśmy zawór! Mając klucz szwedzki wszystko okazało się dziecinnie proste! Zawór kosztował nas 35 zł, łatwo więc policzyć ile zaoszczędziliśmy nie wzywając specjalisty, ba, nie kupując nowej pralki (!). Nasz staruszka jeszcze nam posłuży. Po kran pojechaliśmy razem z Alkiem do sklepu i wybraliśmy nowy, piękny, czarny. Nie przypuszczałam że załatwianie razem takich spraw może dać tyle radości. Z kranem co prawda mąż się bardzo namęczył bo nie było łatwo się do niego dostać od spodu, bo pod zlewem mamy zamontowany cały arsenał do filtrowania wody. Ale… udało się. Satysfakcja ogromna.
Zaraz upłynie rok z grzybami. Każdego dnia towarzyszą mi w różnej formie. Np. poprzedniej niedzieli byłam z grzybami w telewizji. Boczniaki miały swoje pięć minut, co mnie bardzo ucieszyło. Wspaniale, że grzyby i to szczególnie te nietypowe, posiadające blaszki a mimo tego jadalne, zaczynają być dostrzegane i doceniane. Grzyby są teraz na fali, są sexi! Z rozmów, które tego dnia przeprowadziłam z poznanymi osobami, wynikało, że wciąż mała jest wiedza na temat grzybów, wciąż istnieje przekonanie, że grzyby nie mają wartości odżywczych, że są ciężkostrawne (nie są – za to są sycące), że nie jada się grzybów z blaszkami, bo niemal wszystkie są trujące, że białe pieczarki są lepsze od brązowych, i że powinno się zdejmować z nich skórę. Jakże czułam się dobrze widząc niedowierzanie w oczach moich rozmówców oraz ulgę, kiedy opowiadałam o właściwościach grzybów i chociażby o tym, żeby nie zdejmować skorki z pieczarek, bo właśnie tam jest największe nagromadzenie całego grzybowego dobra, i o fakcie, że brązowe są jeszcze zdrowsze od białych. Bo, że pieczarki są zdrowe, to nie miejmy ku temu wątpliwości. I oczywiście pieczarki są grzybami, prawowitymi przedstawicielami królestwa Fungi. Zawsze namawiam każdego by włączyć je regularnie do swojej diety. Tu obejrzysz rozmowę w Pytaniu na Śniadanie
A tak poza tym dużo spaceruję i wracam do biegania. Dostałam zielone światło. Radość!
Więcej z serii „Dziennki” przeczytasz tu





