O wybuchu wiosny, o zakończeniu zębowego maratonu, o tym co teraz czytam i o moich urodzinach.
Dzienniki, które czytasz to zapiski fragmentów mojej uchwyconej codzienności i przemyśleń, pisanych z nutą nostalgii, czasem z odrobiną humoru, a czasem całkiem serio. Towarzyszą mi przyroda z grzybami na czele, ruch i kuchnia jako nieodłączne elementy mojego tak zwanego życia.
Niedziela, 12 kwietnia 2026, Warszawa
Powiało chłodem. Zimne poranki, wietrzne i deszczowe dni zdominowały początek kwietnia. A jednak magnolia pod naszymi oknami już przekwitła. Forsycje szaleją odcieniami żółtego. Jak malowane. Uwielbiam na nie patrzeć. Czereśnia, którą zasadziłam trzy lata temu (uratowana z jednego ze sklepów) zakwitła dziesiątkami białych kwiatów! Pączki gruszki i jabłoni też już lada dzień się otworzą. Jest cudownie. Okoliczne ptaki szaleją – sroki, kosy, grzywacze (w tym roku nasze osiedle jest w nie wyjątkowo obfite), wrony, kawki, sikory, mazurki, wróble, rudziki. Jeże już tuptają i to w parach! Moja rehabilitacja, choć dobiegła w piątek końca, nie oznaczał odpoczynku od wyzwań. Tego samego dnia czekała mnie, o chryste, ekstrakcja trzeciej z rzędu ósemki. Chodzę teraz spuchnięta, z okładami, nie wystawiając twarzy do ludzi, ale na szczęście mam już spokój. Z czwartą górną może pożegnam się za kilka lat. Gojenie oczywiście dłuży mi się niemiłosiernie i nakłada na mnie wiele ograniczeń. Do aktywności fizycznej i na siłownię wrócę za tydzień. Mam za to czas na czytanie. Co teraz pożerają moje oczy? Zostało mi jeszcze kilka rozdziałów świetnej książki „W czym grzyby są lepsze od ludzi” Marty Wrzosek. Tytuł przewrotny, prowokujący, ale wcale nie taki oderwany od prawdy. Grzyby potrafią tyle, że włos na głowie się jeży. Jednak o tym w recenzji, w osobnym tekście, a skoro kończę czytać jedną pozycję w kolejce czekać musi kolejna. Jest nią „Gołoborze” Macieja Siembiedy. Właściwie przyznam się, że już zaczęłam i trudno się oderwać. Jestem trochę niepocieszona, bo nie powinnam zaczynać nowej książki, kiedy jeszcze została mi „stara”. Zawsze mam z tym problem. Obie są świetne i musiałam wyznaczyć sobie dwie strefy czytania: ranną z „grzybami” i wieczorną z „Gołoborzem. No i jakoś to idzie. Tymczasem dziś są moje urodziny. Ku uciesze na parapecie słonecznego okna mojego mieszkania spoglądają na mnie dwa przepiękne storczyki – podarunki od mamy i jej męża i od taty, a z szafki nocnej zerka urocza laurka od najmłodszego synka. Niedzielnych gości poczęstowałam pyszną wegańską szarlotką, którą tym razem upiekłam z budyniem waniliowym. Czuję się nadal młodo i całkiem nieźle w swoim ciele i umyśle, nadal nie uważam, że mam już z górki, więc jeszcze trochę poczekam na to stwierdzenie. Niewiele bym w swoim życiu zmieniła, właściwie to chyba tylko jedną, bardzo ważną i niestety bolesną dla mnie rzecz. Ale to już zostawię dla siebie.
Ściskam.
Asia.
Więcej z serii „Dziennki” przeczytasz tu




Miło było przyjść do Was, uściskać czule, acz delikatnie, jubilatkę, oraz pożyczyc wszystkiego co najlepsze na te urodzinki!
Miło było poczęstować się przepyszną szarlotką z lodami i, co najwazniejsze, pobyć razem.
Hoduj radoślnie swoje ziółka i przeróżne zieloności, grzyby, drzewka owocowe, bo pora idzie ku temu najpiękniejsza w roku!
Bardzo bardzo Wam dziękuję za obecność, byliście tacy kochani! <3
Są urodziny, są życzenia 🙂 Niech nam Asia żyje sto lat i nadal pięknie opowiada słowami i zdjęciami o Matce Naturze!
O jak pięknie! Dziękuję bardzo Dominiku!!