czwartek, 14 sierpnia 2025, Warszawa

#Codziennadawkagrzybów Dzień 226/365

     Drugą noc z rzędu budzą mnie nocne hałasy ścigających się samochodów i motorów i odgłosy ich strzelających rur wydechowych (tzw. pop&bang/afterfire). Pierwszy raz tego typu dźwięki wybudzają mnie z mojego mocnego snu, w moim ukochanym mieście. Do wielkiej ulicy mamy niecały kilometr w linii prostej. Ryki silników niosą się w pogrążonym we śnie mieście niesłychanie. Odczułam to dotkliwie. Strach pomyśleć jak trudne to musi być dla zwierząt, których spora część prowadzi nocny tryb życia i ma słuch lepszy od naszego. Komisariat policji jest 150 m od miejsca, w którym odbywają się starty ze świateł. I nic. Tak samo miasto nic z tym nie robi, nawet po protestach i skargach mieszkańców, a także próbach wprowadzenia zmian odgórnych przez Radnych Warszawy i Stowarzyszenie Miasto jest Nasze –> ” Dość hałasu! Czas na fotoradary akustyczne!”. Myślę jednak, że to tylko kwestia czasu i miarka w końcu się przeleje, bo przecież tego typu zakłócanie ciszy nocnej i porządku publicznego podlegają karze grzywny. Wstyd mi, że należę do tego samego gatunku co ci hałasujący i nie zważający na nic, prócz swoich chwilowych skoków adrenaliny, egoiści.

Rano wybrałam się na spacer do parku z książką Erica-Emmanuela Schmitta pod pachą. Tytuł „Zazdrośnice”. Miałam swoją godzinę dla siebie. Usiadłam nad skąpaną w zieleni fosie. Brzegi porastały turzyce i pałki wodne. Było na prawdę pięknie, ale bardzo ciepło (zważywszy na wczesna porę) i wyjątkowo chicho, nienaturalnie cicho. Nie słychać było śpiewu ptaków. Część ruszyła już w kierunku Afryki, a inne przypuszczam, skrywały się w chłodnych miejscach przed doskwierającym upałem, który przyszedł do Polski w połowie sierpnia.. Nie warto wystawiać dziobów. Nie padało już prawie dwa tygodnie. Powieść „Zazdrośnice” to świetne studium nastoletnich nastrojów, emocji, granic i czynów. Która z nas, kobiet przez to nie przechodziła? Książka ma formę wpisów do pamiętników pisanych przez cztery nastoletnie przyjaciółki. Przypomniały mi się moje pamiętniki i to co w nich zapisywałam. Bardzo lubię do nich wracać, są świadectwem trudów dziewczyńskiego dorastania i drogą jaką szłam by być tu gdzie jestem teraz, by być taką jaką jestem dziś. Schmitt to jeden z moich ulubionych francuskich pisarzy. Posiada niesamowity dar pisania różnorodnych powieści, w innych stylach, ale zawsze ważnych. I posiada dużą wiedzę o kobiecej psychice i o relacjach damsko-męskich. Nigdy nie zapomnę „Oskara i Pani Róży”, ale to jedna z tych książek, których nigdy nie mogłabym przeczytać drugi raz, a teraz gdy jestem mamą dwóch synów tym bardziej. To historia, która rozerwała mi serce kiedy byłam jeszcze „nie-matką”, to co dopiero matką.

Wracając do domu minął mnie pan z psem – posokowcem bawarskim. i tak jak już kilka razy zdarzyło mi się spotkać psy tej rasy tak dziś zakuło mocno. Moim pierwszym psem był właśnie posokowiec. Puma 1, bo teraz mamy Pumę 2. Puma 1 była wspaniała i kochana, odeszła od nas wieku 14 lat, na moich rękach, bardzo schorowana. Teraz Puma 2 ma już prawie 10 lat i widzę w niej postęp czasu, siwiejącą mordkę, łapy, zmiany w poruszaniu się. To wielki pies, a wiemy wszyscy, że duże psy żyją krócej niż pozostałe. Na razie Puma jest zdrowa, ale starzenia nie sposób nie zauważyć. I dziś kiedy minęłam tego pięknego posokowca pomyślałam o mojej pierwszej Pumie, o jej życiu z nami i oczy mi się zaszkliły od tych wspomnień. Zawsze będzie za wcześnie na odejście ukochanych zwierząt.

Na śniadanie na prośbę moich chłopaków przygotowałam grzanki (z ciemnej bułki z ziarnami) z pieczarkami brunatnymi i cebulką – na ciepło. Do tego sól ziołowa i ketchup.  Takie proste dania są absolutnie najlepsze. Jakiś czas temu przeczytałam o ketchupie z boczniaków – koniecznie muszę taki zrobić. Z półki w kuchni przyglądają mi się świeżo zrobione dżemy z borówki amerykańskiej i z mirabelki (z cukrem trzcinowym i agarem). Choć czy to naprawdę jest mirabelka zaczynam wątpić po tym jak napisała mi jedna z moich czytelniczek, że sama zastawia się czy to nie owoce śliwy ałyczy. I faktycznie! Podobieństwo uderzające, pytanie czy są tak samo kwaśne jak mirabelki? Muszę to sprawdzić. Jutro ruszamy powrotem na wieś. Pa Warszawo, za nocnym hałasem nie będę tęskniła, przywykłam już do mojej leśnej ciszy. I wspaniałej, potrzebnej wszystkim istotom ciemności.

  • Więcej z serii „Dziennki” przeczytasz tu
IMG 1402
mirabelka

Napisz komentarz