O lepszym nastroju, mojej prawdzie, o Wrocławiu, czasie który mija gdy patrzę na moje dzieci i o Odysei.
Dzienniki, które czytasz to zapiski fragmentów mojej uchwyconej codzienności i przemyśleń, pisanych z nutą nostalgii, czasem z odrobiną humoru, a czasem całkiem serio. Towarzyszą mi przyroda z grzybami na czele, ruch i kuchnia jako nieodłączne elementy mojego tak zwanego życia.
Piątek, 14 sierpnia 2026, Nad Narwią
Coś się we mnie zaczęło goić i to nie za sprawą czasu, a raczej działania, zrobienia kroku na przeciw temu co bolało. Okazuje się, że nie zawsze czas leczy, bo jego upływanie może grać na naszą niekorzyść. Ja zrobiłam krok, nie czkając aż minie ból. I to był dobry kierunek. Rękę trzeba wyciągać, bo ktoś po drugiej stronie może nie wiedzieć jak bardzo jej potrzebuje. To jest moja prawda. Czuje ogromne zmęczenie minionymi miesiącami, ale i wdzięczność za wszystko co się wydarzyło. Bywało ciężko, bywało lekko, pracowicie i leniwie. I choć są wakacje, choć staram się odpoczywać po ambitnej zawodowo wiośnie, to jednak nie do końca mogę się rozluźnić. Wczoraj wróciłam z Wrocławia pełnego wspomnień, miasta dwóch moich porodów. Niebywałe, zawsze będzie mnie zadziwiać, że ja, Warszawianka z dziada pradziada, moich synów urodziłam w stolicy Dolnego Śląska. Życie. Byliśmy w kinie na Odysei. Fantastyczne kino, które szczególnie zachwyciło mnie scenariuszem i niezwykłą umiejętnością wplecenia w ludzką, wciąż aktualną historię (bo tyle Troi jest teraz obleganych na świecie…), wątków mitologicznych. Obejrzeliśmy zaćmienie Słońca. Jedliśmy pysznie. Spacerowaliśmy. I nie wiem kiedy to zleciało ale w przyszłym roku będę miała pełnoletniego syna, a ja znajdę się bliżej pięćdziesiątki niż jestem dziś…
Jestem już na wsi i słyszę coraz rzadsze śpiewy wilgi. Za chwilę odlecą. Gdzieś jeszcze śmignie jerzyk, dwa, ale niebo już spokojniejsze. Świadomość że ten dziki ruch lotniczy wróci dopiero na wiosnę napawa mnie smutkiem. Bociany się żegnają i żegnam je ja z rozedrganym sercem, bo niektóre już nigdy do naszej Polski nie wrócą brutalnie zastrzelone przez nieludzkiego człowieka. Za chwilę ruszą polowania na grzywacze i inne ptaki. Nie rozumiem polowania pod żadnym względem, a na ptaki to już w ogóle, kompletny absurd, bo czy ktoś w Polsce zjada np. grzywacze? Czy komuś przeszkadzają te piękne zwierzęta? Mam w moim lesie mnóstwo ptaków, codziennie przylatuje na trawnik para grzywaczy, które delikatnie, z gracją przechadzają się po kępkach mchu, skubią ziemię, piją wodę z poidła i kąpią w przygotowanym specjalnie dla nich baseniku. To ich rytuał. Od niedawna przylatują też delikatne i przeurocze sierpówki. Zachwycają mnie, a ludzie mnie brzydzą, choć trudno mi tak pisać o własnym gatunku.
Jeszcze kilkanaście dni można podpisywać się pod projektem ustawy obywatelskiej o zminie prawa łowieckiego. Tu znajdziesz link z instrukcją jak i gdzie złożyć podpis. Dziękuję.
Asia
P.S. Chcę jeszcze na pamiątkę zostawić tu ślad z 8 sierpnia – młodszy syn Miłosz skończył 7 lat!
Pamiętaj, jeśli czujesz, że chcesz dodać coś od siebie rubryka z komentarzem jest dla Ciebie.






Piekna nasza Polska, piekny Wroclaw i lasek nad Narwią takze. Jestesmy o to piekno bogatsi gdy je odkrywamy.
W przyrodzie oddech jesieni, powychodzily pająki i rozsnuwają sieci miedzy krzewami.Liscie chrzęszczą cichutko pod stopami i koty przemykają łąką za zdobyczą. Miło tak iść dróżką w ciszy poranka.
Piekny Twoj opis Gorcow i zdjecia tez piękne! Salamandra blyszczy jak polakierowana! Chcialabym ja kiedys spotkac na swej drodze. Zdążyć.
Polska jest tak piękna, że aż dziw bierze, że ludzie ruszają tak daleko w świat bez poznania własnych zachwycających okolic..