Niedziela, 15 czerwca 2025, Warszawa
#Codziennadawkagrzybów Dzień 166/36
Obudziliśmy się ja zwykle o czwartej, a ponieważ dzisiejszy poranek należał do mnie, mogłam już przed szóstą wskoczyć na rower i pojechać do mojego ukochanego rezerwatu, który szczęśliwie jest jedyne dwa kilometry od naszego domu. Pogoda była przecudowna, słońce powoli ogrzewało wciąż chłodne po nocy miasto. Wiedziałam, że miejsce, do którego jadę będzie nadal okryte cieniem, ukryte przed słońcem dzięki gęstej roślinności. W tym roku woda w mokradłowym lesie pełnym olsów wciąż jest i retencja działa pełną parą. Tak, w mieście, Warszawie. Cieszę się każdym takim dniem. Okazało się, że słońce już gdzieniegdzie zaczęło się przebijać przez las. Gdy się w niego zanurzyłam nie mogłam przestać się zachwycać tym, jak znakomicie to miejsce funkcjonuje, jak radzi sobie bez człowieka. Ptaki szalały. Ziemia i drzewa pachniały grzybnią. Nie mogłam przestać myśleć o wczorajszej wystawie Marty Klonowskiej, którą pojechaliśmy zobaczyć do Ursynowskiego Centrum Kultury „Alternatywy„. Artystka tworzy oszałamiające rzeźby zwierząt – bohaterów drugiego planu słynnych obrazów wielkich mistrzów pędzla takich malarzy jak Rubens, Chełmoński, Snyders czy di Bondone – z kawałków szkła. Tak misternie wykonanych i niezwykłych pod wieloma względami prac dawno nie widziałam. A wróciły do mnie dziś, bo wyobraziłam sobie te rzeźby ustawione między drzewami na mokradłach gdzie jeszcze bardziej magicznie przepuszczałyby i odbijałyby promienie słoneczne i mieniącą się, poruszaną lekkimi ruchami wiatru, wodą.
Do lasu wzięłam dziś książkę, którą niedawno otrzymałam do zrecenzowania od jednej z księgarni. Właściwie to album i to nietuzinkowy. Oczywiście grzybowy. Wspaniały i bardzo artystyczny, bo przedstawiający grzybowe ilustracje namalowane na przełomie XIX i XX wieku ręką wiktoriańskiej rysowniczki. Cieszę się, że mam w rękach tak wspaniały zbiór malunków pełnych szczegółów, z widocznymi zachwytami nad światem natury i grzybów. Jestem tak wdzięczna za takie prace! O albumie pełnym rycin powstaje osobny tekst już niebawem.
Zawsze bardzo podziwiałam osoby z malarskim talentem i jakoś zawsze tak się składało, ze miałam sporo takich zdolnych osób wokół siebie. Mój starszy syn pięknie rysuje! Niedawno sami gościliśmy u nas malarkę Anię Chmiel. Anię znam z kolektywu Siostry Rzeki. Miałam wielką przyjemność pokazać jej jeden z naszych najpiękniejszych rezerwatów „Morysin”. Od początku Ani przyjazdu nie mogłam przestać cieszyć się z myśli, że być może ujrzy kadr, który na tyle ją zachwyci, że usiądzie na konarze drzewa i wyciągnie notes, farby i pędzle by coś malować. I tak się stało. Z ogromną przyjemnością podglądałam jej pracę, w szczególności mieszanie kolorów – to prawdziwa sztuka! Następnego dnia sama zamówiłam farny i pędzle, bo bardzo lubię malować, choć nie potrafię.
Wieczorem wstawiłam do wyrośnięcia chleb żytni, klasycznie na zakwasie, który jak dobrze liczę ma już siedem miesięcy. Piekę nieprzerwanie. Jutro ruszamy na dłużej na wieś, więc będziemy mieć własny chleb na kilka dni. Cieszę się jak dziecko z tego co czeka mnie na wsi i w lesie.
Wasza Jo





