środa, 20 sierpnia 2025, Mazowsze, Nad Narwią

#Codziennadawkagrzybów Dzień 232/365

    Z leszczyny spadają orzechy laskowe, większość z nich leży już na ziemi po wiewiórczym przeglądzie. Na szczęście jeszcze wczoraj wieczorem udało mi się ich trochę  nazbierać do jutowego woreczka. W domu rozbijaliśmy je młotkiem przez ścierkę i od razu jedliśmy. Tego smaku nie da się z niczym porównać – świeże orzechy laskowe są znakomite i należą do jednych z najzdrowszych orzechów, szczególnie z uwagi na swoje obniżające poziom cholesterolu LDL właściwości. Są doskonałe w profilaktyce sercowo-naczyniowej. Zauważyłam, że jeśli orzechy zbiera z tobą wiewiórka to zostawia na ziemi te puste! Wszystkie nieotwarte łupinki, które zebrałam były w środku bez orzecha! Zatem nie warto ich zbierać, bo będą najprawdopodobniej puste. Tylko w tych co wiszą na ostatnim włosku na drzewie, albo spadły przy tobie jest szansa trafienia skorupki z zawartością. Takie odkrycie. Tym właśnie jest biomimikra – obserwowanie przyrody i czerpanie z niej rozwiązań oraz przykładów działania, zapobiegania przez naśladowanie lub tworzenie analogicznych systemów. Ludzie mają obsesję na punkcie wynalazków, budowania wszystkiego ze sztucznych tworzyw, kiedy rozwiązania na wszystko znajdziemy w przyrodzie. Rośliny, zwierzęta i grzyby radzą sobie bez nienaturalnych wynalazków i to będąc na Ziemi długo przed nami. Radzą sobie po dziś dzień żyjąc w równowadze z otaczającą je przyrodą. W przypadku orzechów wskaźnikiem „pustości” okazała się wiewiórka, która wie, który orzech jest pełny, a który nie. Obraca kilka razy w łapkach orzeszek badając zapewne jego ciężar i następnie odrzuca te bez zawartości. Nie traci więc cennej energii na otwieranie pustego. Spryciula.

    Zostało nam jeszcze kilka dni na wsi, po czym wracamy do miejskiego trybu, choć nie ukrywam, że marzy mi się dłuższy czas w naszym leśnym domku nad Narwią. Myślę że niebawem, już nawet w przyszłym roku będzie to możliwe. Z wiekiem coraz bardziej tęsknię za odludziem, choć z przerażeniem obserwuję jak cywilizacja dociera z każdym rokiem bliżej naszej ostoi. Wszelkich ostoi zieleni, gdzie wciąż dominują tereny zielone, lasy i dzikie łąki. To tylko kwestia czasu zanim te obszary nie zaczną zamieniać się w działki budowlane, w tereny pod drogi i inne ludzkie inwestycje. Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje, czuję w sobie rosnący dług względem drzew, zwierząt, matki natury. Jako gatunek nigdy go nie spłacimy, bo choć tyle się mówi o ochronie cennych siedlisk, drzew i bioróżnorodności, nic, jeśli chodzi o poważne działania odgórne, na to nie wskazuje.

    Dziś spało mi się znakomicie, o 5 rano obudziłam się wyspana, po 7 godzinach nieprzerwanej regeneracji. Jako dorosła już kobieta trochę żałuję, że tak późno odkryłam wagę snu, wczesnego kładzenia się spać, choć wiem, że jako młoda osoba musiałam zaliczyć nastoletnie i studenckie zarywanie nocy. Tego nie da się ominąć. Mnie po prostu nikt potem nie nakierował na to co ważne. Z podziwem patrzę na młode osoby, dwudziestolatków i dwudziestolatki, które np. świadomie przechodzą na weganizm – z powodów etycznych i prośrodowiskowych albo angażują się w aktywizm. Podziwiam ich, choć wiem, że przyjdzie czas osobistych kryzysów w tej walce o lepsze jutro dla naszej planety. Jestem już weganką niemal 15 lat i często myślę sobie, że mogłabym nią być już nawet ze 30 lat. Wczesne poranki mają swoje plusy, chociażby spacery nad budząca się Narew, która ostatnie dni ubrana jest w niesamowitą mgłę. Choć trudno się wówczas fotografuje, bo właściwie niczego nie widać, to udało mi się zrobić wyjątkowe zdjęcie czapli białej, co się okazało dopiero podczas przeglądania fotografii na monitorze komputera.

    Na kuchence pyrka gotujący się dżem z brzoskwiń. Kupiłam ostatnie 2 kg od pani Heleny, z jej drzewa. Twarde wciąż gruszki leżą na skrzyni i czekają aż trochę dojrzeją. Na drzewach mnóstwo dzikich jabłek, czas wybrać się na zbiory. Wczoraj poza orzechami zebrałam duży bukiet skrzypu polnego, który suszy się na słońcu. Owoce róży pomarszczonej są jeszcze zbyt mało czerwone, ale już nie mogę się doczekać, kiedy trafią do mojego koszyka. Dzisiaj jeden trawił do mojej buzi, pełen słodyczy i witaminy c. Jeszcze z tydzień i może będzie pierwszy ich większy zbiór. O ile wreszcie spadnie deszcz. To już 3 tydzień bez opadów. Rzeka ma co raz niższy stan wody, las krzyczy suszą, liście lipy i brzóz ekspresowo zżółkły zwiastując schyłek lata. Za wcześnie, o miesiąc za wcześnie. Grzybów brak. Pozostają mi brązowe pieczarki ze sklepu. Na szczęście w piwnicy rośnie kolejna soplówka – już trzecia z jednego podłoża! Pasują jej moje warunki. A może to za sprawą moich rozmów z nią? Często śpiewam grzybom, szczególnie jak chodzę po lesie. Śpiewam grzybowe piosenki, które wymyślam na poczekaniu. Wiersze bez rymów, pełne uwielbienia, szacunku i tęsknoty. I wtedy najczęściej je do siebie przyciągam.  Zresztą mam chyba w sobie grzybowy radar. Wiem gdzie się kierować by na nie trafić… choć kiedy nie ma warunków, to na nic moje śpiewy i mój radar. Zresztą czuję, że nie dzieje się dobrze z lasami w mojej okolicy i grzybniami. W powietrzu wisi wielkie umieranie. Jest 20 sierpnia a ja nie jeszcze nie natrafiłam na nawet jednego muchomora czerwonego w tym roku. Za to natrafiłam na kilka nowych ogrodzonych działek i domów, które na nich wyrosły w kilka miesięcy. Jak grzyby po deszczu…

  • Więcej z serii „Dziennki” przeczytasz tu
DSCN5874
DSCN5865
czapla biała
księżyc
DSCN5829
IMG 1795
orzechy laskowe

8 komentarzy

Napisz komentarz