piątek, 5 września 2025, Warszawa
#Codziennadawkagrzybów Dzień 248/365
Za tydzień o tej porze będę już w górach, w Gorcach, w Ochotnicy, na warsztatach grzybowych z dr hab. Piotrem Mleczko, profesorem UJ. Nie posiadam się z radości. Górska przyroda i mykologia terenowa. Nie ma dla mnie lepszego połączenia. Na dodatek znowu poczuję się jak na studiach. Kochałam się uczyć. 5 lat spędzonych na Wydziale Biologii Uniwersytetu Warszawskiego były najpiękniejszymi latami mojej edukacji i mojego świeżego dorosłego życia. Był to czas wspaniały i dokładnie taki jak sobie wymarzyłam. Zaczęłam studia kiedy nasz wydział mieścił się jeszcze na terenie Uniwersytetu na Krakowskim Przedmieściu, a Wydział Botaniki w dawnym budynku Szkoły Głównej. Próbuję się przenieść w czasie 28 lat wstecz co nie jest łatwe, ale pamiętam jak zaparło mi dech, kiedy przyszłam na pierwsze zajęcia i weszłam do budynku. W jednej ogromnej sali, w starych drewnianych szafach, w milionach szufladeczek, na regałach i ciężkich stolach prezentowała się cała historia botaniki. Pamiętam miejsca pracy, binokulary, ryciny, menzurki, wielkie pipety. Jeśli ktoś by mnie spytał, gdzie chciałabym się na jeden dzień przenieść w czasie, w przeszłość, to jednym z takich miejsc byłby Uniwersytet Warszawski z czasów mojego pierwszego roku studiów. W ciągu tego dnia odwiedziłabym moje wszystkie, nieistniejące już w tych miejscach Zakłady w tym: Zoologii i Fizjologii Zwierząt (budynek Geologii UW), ukochanej Mikrobiologii (ul. Nowy Świat), Chemii (ul. Banacha) i wspomnianej Botaniki. I przeszłabym znowu po raz pierwszy przez słynną Bramę Główną Uniwersytetu Warszawskiego jako świeżo upieczona, przejęta studentka, a po zajęciach zeszła do podziemia do legendarnego, zamkniętego w 2016 roku, studenckiego Pubu Nora. Wpadałam do niego na herbatę, a czasem lampkę wina i w oparach unoszącego się dymu papierosowego (!) czytałam poezję. To były naprawdę wspaniałe, mimo ogromu nauki, czasy, pełne niepowtarzalnego klimatu. I tak mi się jakoś smutno robi, że obecna studencka „młodzież” już nigdy nie poczuje tamtego, wbrew pozorom, dość beztroskiego i bez poważnych problemów życia studenckiego, które minęło bezpowrotnie. Ach… łza na rzęsie mi się trzęsie.
Z pisania wyrywa mnie zapach uduszonych na wodzie boczniaków cytrynowych. Dodałam do nich pokrojoną w kostkę pigwę zerwaną kilka dni temu z krzaka po domem, marchewkę i mnóstwo ziół z mojego letniego ogródka, które wciąż stoją świeże od dnia, w którym wróciłam ze wsi. Do tego ugotowałam ryż i czerwoną soczewicę (w kurkumie), która zdążyła mi się rozgotować. Nie przypuszczałam bowiem, że moje myśli zawędrują dziś w czasy, kiedy miałam 18 lat. Wtedy można zapomnieć o wszystkim – nawet o soczewicy, która musi mi wybaczyć. Na szczęście czerwona soczewica jest smaczna nawet po rozgotowaniu.
Więcej z serii „Dziennki” przeczytasz tu
Zdjęcie rysunku pochodzi ze strony Wydziału Archeologii UW
Zdjęcie pochodzi ze strony Biblioteki UW i przedstawia historyczny budynek Szkoły Głównej
zdj. Michał Dąbski – link






Twoje uniwersyteckie wspomnienia wywołały moje wspomnienia z tego samego miejsca, wiele, wiele lat wcześniej.
Jest połowa lat sześćdziesiątych ub.wieku. 18 letnia dziewczyną płacze ze szczęścia znajdując na wywieszonej liście przyjętych na studia prawnicze – swoje nazwisko! Cudowne czasy, tyle wzruszeń i emocji przy wkraczaniu w dorosly świat! Ta symboliczną brama!
Atmosfera Uniwersytetu, wkraczanie w nią! Pamiętam to wciąż, mimo upływających lat!
I „Harenda”, miejsce spotkań, randek! Często zrzucaliśmy sie na jakieś herbaty czy soczek, zeby cos stalo na stoliku, żeby nas nie wyrzucono! Wszyscy mieliśmy bardzo skromne fundusze, no może poza elitarną grupką synow i córek dyplomatów, polityków, profesorów, oraz tzw.prywatnej inicjatywy. Z dziewczynami z mojej grupy zajęciowej, ostentacyjnie nie zwracałyśmy na nich uwagi. Postacie koleżanek i kolegów, ich późniejsze losy, nazwiska, które stały się sławne i znane – to temat na długie opowiadanie.
Koniecznie musisz mi opowiedzieć kilka tych historii Mamuś. <3
Dokładnie pamiętam te budynki, zajęcia, szkatulki, ryciny i pipety, a budynek Szkoły Glównej był jak z jakiegoś flimu typu „Jumanji” lub „Noc w muzeum”. Ciebie też pamiętam jak na wykładach siedziałaś koło mnie. Pozdrawiam
Jacku dzięki że dałeś znak życia! Fajnie wrócić wspomnieniami nie tylko między studenckie ławki ale także do hip-hopu! Pozdro600!