O tym, że pożegnałam Facebooka, jak czytam Marię Kownacką i o szukaniu grzybów w Muzeum Narodowym.
Dzienniki, które czytasz to zapiski fragmentów uchwyconej codzienności i przemyślenia spisywane z nutą nostalgii, czasem z odrobiną humoru, a czasem całkiem serio. Towarzyszą mi przyroda z grzybami na czele, ruch i kuchnia jako nieodłączne elementy mojego tak zwanego życia.
Piątek, 6 lutego 2026, Warszawa
Od dłuższego czasu zbliżałam się do dnia w którym, przestanę być aktywna na Facebooku. I ten dzień nastąpił. 1 lutego napisałam pożegnalnego posta. Myślę, że najbardziej doskwierała mi niestabilność platformy, ciągłe zmiany algorytmów i to, że raz mój post docierał do kilkunastu tysięcy odbiorców, a raz do zaledwie kilku. Po za tym nie lubiłam tego, że to co napisałam po chwili przepadało w otchłani setek tysięcy innych postów. Wpisy na Facebooku liczą się „tu i teraz”, a potem żegnajcie myśli, a odnalezienie cokolwiek co zostało napisane wcześniej graniczyło z cudem. Do tego coraz częściej wyświetlały mi się profile ze sztuczną inteligencją, o reklamach i postach sponsorowanych nie wspominając. Jestem „starej” daty, lubię żywą tkankę, nie lubię szmiry, tandety i brudów, nie lubię gburowatych komentarzy i przepychanek słownych, a w tym zaczął od jakiegoś czasu specjalizować się Facebook. Pożegnanie się z Facebookiem było jednocześnie zaproszeniem moich wiernych czytelników i czytelniczek tu na bloga, do mojej własnej, czystej przestrzeni, prowadzonej na moich warunkach, w ładzie i składzie. Mam wrażenie, że tak jak media społecznościowe będą zanikać, powstawać na nowo w innej formie, bo ludzie tego oczekują, tak strony internetowe będą wieczne i moje własne, tworzone według mojego scenariusza, należące tylko do mnie, a nie do kogoś na drugiej półkuli. Nie znikam, za to chcę stworzyć moją przestrzeń, tutaj i na kanale You Tube, gdzie wstawiam nagrane przeze mnie filmy przyrodnicze „Dzikie Ciekawostki”. Bardzo je lubię i mam nadzieję, że ktoś będzie z nich korzystał, będzie dzięki nim chciał częściej przebywać na łonie natury i obserwować przyrodę. A najlepiej z dziećmi. Czytam teraz bardzo stare książki Marii Kownackiej z serii „Razem ze słonkiem” o porach roku i o tym jak w tym czasie żyją zwierzęta, jak zmienia się świat roślin, a także grzybów! Kownacka pisze dużo o grzybach i to jest wspaniałe. Książki zostały wydane w latach 70-tych XX wieku, kilka zaledwie lat przed moimi narodzinami. Pamiętam je jednak z dzieciństwa, wypożyczałam je z podstawówkowej biblioteki i bardzo mi się podobały. Ilustracje też! Wcale się nie dziwię, bo ich treść nadal zachwyca, nawet mnie teraz już dorosłą, piszącą własne książki o zwierzętach dla dzieci. Kownacka kochała przyrodę, dlatego jej książki były zawsze naszpikowane ciekawostkami, obserwacjami przyrody i propozycjami jak dbać o środowisko, jak robić notatki, jak się uczyć. Pisarka potrafiła w prosty sposób przekazać bardzo wartościową wiedzę! Przyznam szczerze, że nawet teraz ta wiedza byłaby przydatna dla najmłodszego pokolenia, niczego w niej nie brakuje, co pokazuje, że Maria Kownacka przeskoczyła swoją epokę, że jej książki są wciąż aktualne i nadal potrzebne. Trochę to smutne, pokazuje bowiem, że międzypokoleniowa edukacja na wiele się nie zdała skoro nadal niszczymy przyrodę. Można by rzec, jeszcze bardziej niż kiedyś, bo świadomie wiedząc jak jest wątła, krucha i jak szczególnie teraz, potrzebuje naszej atencji i ochrony. Trzeba po te książki sięgnąć i czytać je z dziećmi. A ja w tym czasie napiszę swoje.
Chciałam jeszcze wspomnieć o naszej rodzinnej wycieczce do Muzeum Narodowego, bo znaleźliśmy fajny sposób na zaciekawienie dziełami sztuki naszego sześcioletniego Młodego Człowieka. Zadanie było proste – odnajdywać na obrazach i innych dziełach sztuki dzikie zwierzęta i grzyby! Och jakie to było ciekawe i pochłonęło mnie bez reszty. Czy się udało? A jakże! Najwspanialszy okazał się barokowy obraz Abrahama Mignona (1640-1679) „Kwiaty i drobne stworzonka”, na którym aż roi się od dzikich zwierząt (nie tylko drobnych) i na którym odnajdziemy nawet dwa gatunki grzybów (obstawiam jakąś pieczarkę i któryś z czernidlaków) i porosty (mąklę tarniową albo chrobotka). To jeden z tych obrazów, przed którymi można spędzić całe godziny, bowiem dzieje się na nim tyle co na Bitwie pod Grunwaldem. Zobaczcie!
Co wspanialsze jeśli ktoś nie może wybrać się do Muzeum podziwiać dzieł sztuki na żywo może wybrać się w wirtualną podróż i wielokrotnie przybliżać zdigitalizowane obrazy jakby się je oglądało przez lupę w najlepszej jakości – niesamowite! (tu np. wspomniane „Kwiaty” – link).
Mimo tego polecam ruszyć do Muzeum Narodowego, do tego środa jest darmowa dla wystaw stałych. Ja na pewno jeszcze tam wrócę.
Asia
Więcej z serii „Dziennki” przeczytasz tu






Warto przypominać sobie, ale także umożliwiac dzieciom obejrzenie skarbów naszej, i nie tylko naszej
kultury. Niech „skorupka nasiąka”! Pamiętam, jak po ponad siedmioletniej nieobecności w Polsce, poszłam do tego muzeum, i ile emocji mi to dało! I dumy z naszej wspanialej kultury. Znow się tam wybierzemy, niech tylko zima trochę odpuści! Spojrzę na te same dzieła trochę i Twoimi oczami, by porównac nasze emocje!
Koniecznie się wybierzcie, szczególnie że środy są darmowe i można wystawy stale zwiedzać bez czasowych ograniczeń! 🧡💚