środa, 9 lipca 2025, Rzeka Narew, Mazowsze
#Codziennadawkagrzybów Dzień 190/365
Na wsi znowu biegam. Parę razy w ciągu ostatnich dni udało mi się zrobić pięciokilometrowe przebieżki. Jaki to jest jednak wspaniały wysiłek. Minione miesiące w mieście i mnóstwo godzin spędzonych na siłowni, na treningu siłowym i bieżni pozwoliły zatęsknić za bieganiem w terenie, bez planu w głowie, w otoczeniu przyrody, wody, drzew, łąk, śpiewu ptaków. Zapomniałam jakie to jest wyzwalające, oczyszczające i piękne. Przypomniałam sobie, że właśnie takie bieganie kocham najbardziej, w takim bieganiu zakochałam 14 lat temu, a dzięki górom odkryłam, że biegi terenowe są nieporównywalnie lepsze i bardziej satysfakcjonujące niż bieganie po miejskim asfalcie.
Dodatkowo podczas biegania wreszcie natrafiłam na drzewa lipy. Poszukuję ich od ponad 10 dni! Założenie było jedno: muszą rosnąć z dala od dróg, ą już lipiec i czas zbioru kwiatostanów lipy jest na prawdę krótki. A jeśli spadnie deszcz zanim zdążę uzbierać kwiaty to będzie kiepsko, bo te drzewa, które widziałam przy drodze już zaczynały przekwitać. Nie wyobrażam sobie jesieni i zimy bez lipowego naparu. To mój napój numer jeden, a jego zapach przypomina mi beztroski czas wakacji.
Od dzisiejszej nocy wreszcie solidnie pada. Już 11 godzina, a pada nieprzerwanie od północy. Wspaniale! Trochę martwiłam się jak będziemy spędzać czas z Miłoszem, ale kolejny raz utwierdzilam się w przekonaniu, że deszcz nie jest przeszkodą dla dzieci. Miłek od 5:30 rano biega po deszczu. Wziął swojego zabawkowego rekina tygrysiego i pływał nim w wiadrach pełnych deszczówki. Następnie przez dwie godziny spacerował z Pumą na smyczy po lesie i karmił ją przysmakami. Z wiekiem ich więź się zacieśniła i ta obserwacja bardzo mnie cieszy i napawa optymizmem. To nie była łatwa droga do obustronnej akceptacji. Hovawarty są duże, mają silny charakter i generalnie nie przepadają za dziećmi. Ale to także psy stróżujące więc za swoje stado, którego nigdy nie spuszczają z pola widzenia, skoczą w ogień. Puma zaakceptowała Miłosza, a on ją, bo długo się jej bał. Właściwie to jestem wdzięczna za tę lekcję, bo nauczyła Miłosza ostrożności i respektu do zwierząt, obserwowania ich zachowań. Nauczyła, że psy są różne, nie zawsze przyjazne i, że czasem trzeba czasu i pracy ze zwierzęciem, aby się polubić i pokochać. Miłosz pojawił się na świecie kiedy Puma miała 5 lat, była dorosła, doświadczona, ze swoimi przyzwyczajeniami i chodziła własnymi ścieżkami. To nie było dla niej łatwe. Wszyscy musieliśmy się nauczyć siebie na nowo. Teraz Puma ma prawie 10 lat, uspokoiła się, jest powolniejsza, bardziej ugodowa. Starzeje się. Wszyscy to widzimy. Taka jest nieuchronna kolej życia, każdego życia. Mimo tej świadomości i oswajania się z myślą odchodzenia istot, które się kocha (tych ludzkich i pozaludzkich), ściska mnie serce, gdy o tym myślę.
Jo.
- Więcej z serii „Dziennki” przeczytasz tu






Pieknie o tym piszesz…
Kontakt z naturą, obserwowanie i smakowanie życia w harmonii z nią, jest uspokojeniem po życiu w wielkim mieście.Obserwacja dziecka, które się jej uczy jest wielką frajdą! Doświadczałam tego jako młoda mama. Miejsce to samo. Cuda poranka i wieczoru, niebo tak gwiaździste jak nigdy w mieście, kwietne łąki, przyby w laskach obok, rozlewisko wielkiej rzeki pełne ptakówi… Nasączałaś się tym pięknem jak gąbka a teraz Miłosz idzie w Twoje ślady. Wielka to radość dla mnie.
Myślę że Miłosz już będzie mial inne wspomnienia z tego miejsca, mniej drzew, mniej grzybów, mniej wody.. Dziś byłam przygnębiona spacerem moim kanałkiem – minął równo rok odkąd nie ma w nim wody. Trochę błota bo padało ostatnią dobę. Poza tym sucho. Pierwszy raz odkąd żyję, czyli od 46 lat, jest taka sytuacja 🙁 I zero grzybów. Ani jednego – ani jadalnego, niejadalnego, czy trującego. Nic. Ech..
My żyjemy za krótko, ale psy o wiele, wiele za krótko. 🙁 Czy te pięć lat temu Puma bywała agresywna wobec Miłosza? Miałaś kiedykolwiek jakiekolwiek obawy?
Puma jest charakterna i lubi dominować – zawsze taka była. A im mniejsze dziecko tym Puma chce mieć większą kontrolę, bo czuje się silniejsza. Odnoszę wrażenie, że dziecko traktuje jak innego psa. Ale z czasem się przyzwyczaja do „swoich” dzieci. Jednak od 2 lat bardzo trzeba uważać by na nią nie nadepnąć (z wiekiem zrobiła się drażliwsza i delikatniejsza). Z pół roku temu niechcący na nią wpadłam i tak się przestraszyła, że mnie ugryzła w odruchu bezwarunkowym. Oczywiście to nie była jej wina i bardzo było widać, że się przejęła, bo od razu zaczęła się tulić. Szkoda mi jej było. Jednak trzeba być bardzo czujnym, więc mam obawy wobec niej zawsze i jesteśmy uczuleni jeśli chodzi o dzieci. Ale kocham ją bardzo i jej postępująca starość (widoczna w zachowaniach) strasznie mnie przygnębia. Tulimy się z nią codziennie, bo uwielbia pieszczoty.