Dzienniki to zapiski fragmentów mojego życia, uchwycona codzienność i przemyślenia, z nutą nostalgii, czasem z odrobiną humoru. Towarzyszą mi przyroda z grzybami na czele, ruch i kuchnia jako nieodłączne elementy mojego tak zwanego życia.


 

Dziś o tym, że wróciła zima, że otwieram przyrodniczy klub książkowy i o największym wyzwaniu 2026 roku.

Czwartek, 1 stycznia 2026, Warszawa

#Codziennadawkagrzybów Dzień 1/365

Mamy zimę. Koniec roku i Sylwester przywitał Warszawę wyjątkowo obfitymi opadami śniegu. Od lat nasze polskie zimy są marne, suche i jak na tę porę roku, zbyt ciepłe i bezśnieżne. Dlatego kiedy rano otworzyłam oczy pomyślałam, że chyba jeszcze śnię, albo, że cofnęłam się w czasy dzieciństwa, gdy zawsze w styczniu było pełno śniegu lub szczypał w policzki siarczysty mróz, gdy codziennością było bieganie z sankami na pobliską osiedlową górkę. Tymczasem po tej nocy drzewa i ulice pokryła kolejna warstwa białej zimniutkiej kołdry, więc po śniadaniu zapakowaliśmy do plecaków termosy z zupą oraz herbatą, sanki wrzuciliśmy do bagażnika i ruszyliśmy do nieodległego Lasu Kabackiego. Było tak pięknie, że prawie się popłakałam. Alek przyczepił pas biegowy do linki przy sankach i ciągnął uradowanego Miłosza przez las. Dreptałam za nimi. Buty zapadały mi się w śniegu, miałam ochotę co chwilę się zatrzymywać i gapić na nieskazitelnie biały las. Szłam i myślałam, że „jest tak jak być powinno”. Szłam i układałam sobie pomysł, który rozwijał się w mojej głowie przez ostatni miesiąc. Wszystko zrodziło się z tego, jak bardzo jestem zmęczona światem wirtualnym, światem mediów społecznościowych, światem rolek, filmików, próbami wybicia się ponad przeciętny profil w social mediach. Dlatego wymyśliłam projekt, który zrodził się z potrzeby bycia offline, w ukochanej przyrodzie, blisko natury – bycia w realu z Wami, ramię w ramię, spacerowania i rozmawiania o ważnych dla nas książkach i artystycznych projektach, rozmawiania o inspiracjach i o tym, co można zrobić by ratować dziką przyrodę i jak uczynić ten świat nieco lepszym i nas nieco lepszymi. Tak powstał klub przyrodniczy „Book w lesie”. Zostaje mi jeszcze ustalić częstotliwość spotkań, by niebawem zebrać niewielką  grupkę chętnych do przyłączenia się do mnie (nawet jedna osoba będzie pięknym startem!) i zorganizować pierwsze wyjście z książką w teren. Widzę to prosto i przyjemnie: my, wybrana na dane spotkanie i przeczytana wcześniej przez wszystkich lektura, plecaki z kawą lub herbatą w termosie, coś na czym możemy usiąść i tak jesteśmy gotowi do twórczej rozmowy. Książki otwierają, książki pokazują drogę, mogą dodać odwagi, uczą. Brzmi ciekawie? Cieszę się. Jeśli więc jesteś z Warszawy (na razie spotkania będą odbywały się tylko w Warszawie) i pomysł Cię zainteresował możesz już teraz napisać do mnie maila na bieganizm@gmail.com, bym mogła wysłać szczegółowe informacje, gdy tylko ruszę z realizacją. Trochę nie mogę w to uwierzyć, że właśnie podzieliłam się tym pomysłem. Czy się uda, nie wiem. Ale jeśli nie spróbuję, to się nie dowiem. Do zobaczenia w lesie!

* 

Tymczasem zaczynam kolejny rok z grzybami. Postaram się więcej o nich pisać, nie tylko w kontekście żywienia i pomysłów na dania. To będzie rok książek, poznawania i spotykania się z moimi czytelnikami i obserwatorami. Największą jednak przygodą jaką rozpocznę będzie nauczanie domowe mojego młodszego syna.

Więcej z serii „Dziennki” przeczytasz tu

zima
IMG 6792
zima
Dzienniki

6 komentarzy

Napisz komentarz