piątek, 10 października 2025, Warszawa
#Codziennadawkagrzybów Dzień 282/365
Nie planowałam miesięcznej przerwy w pisaniu bloga. Nie planowałam zaczynać wpisu od słów „Złamałam kręgosłup”. Planowałam opisać mój wspaniały wyjazd grzybowy jaki przeżyłam w Gorcach. Było naprawdę fantastycznie. Planowałam zabrać Was na piękne górskie szlaki w okolicach Ochotnicy Górnej i Gorczańskiego Parku Narodowego. Planowałam nawet zabrać Was do Wrocławia. Ale do Wrocławia nie dojechałam, bo złamałam kręgosłup idąc na pociąg. Kiedy piszę te słowa jestem już 18 dni po operacji. W szpitalu spędziłam tydzień. A wszystko zmieniło się o 180 stopni we środę 17 września, kiedy po godzinie 8 rano trafiłam karetką na SOR na Lindleya. Nie będę opisywała samego zdarzenia, bo jest tak absurdalne, że nawet najbardziej odjechany francuski scenarzysta nie wymyślił by takiego scenariusza.
Złamałam kręgosłup w części lędźwiowej, dokładnie krąg L-1. Niestety sam gorset nie wystarczył do stabilizacji, bo złamanie okazało się z przemieszczeniem. Ciekawe, że do takiego złamania, gdzie krąg się rozbryzguje na kilka części może dojść niekoniecznie podczas upadku z wysokości. Okazuje się, że wystarczą książki (Sic!). Na szczęście trafiłam na świetny zespół chirurgów i dr Śliwka i dr Banaszek zoperowali mi kręgosłup w 55 minut wzbogacając go o trzy śruby i dwa druciki. I tak stałam się posiadaczką kolejnej wewnętrznej biżuterii, z tymże obecna jest z opcją wyjęcia za jakiś rok, jeśli wszystko się prawidłowo zrośnie i odbuduje. Dzień po operacji mogłam już chodzić, co prawda jak robot, ale mogłam. I do pełnej sprawności też wrócę – potrzeba tylko cierpliwości i czasu. I rehabilitacji. Nie będę pisać, jak było ciężko w szpitalu, bo to oczywiste. Było w chuj ciężko i naprawdę nie znalazłam bardziej trafnego określenia. Nie wiem też jakbym to wszystko zniosła gdyby nie obecność rodziny, przyjaciół, ich nieoceniona pomoc, a także wsparcie wszystkich moich znajomych, czytelników, czytelniczek, obserwatorów i obserwatorek w mediach społecznościowych. Naprawdę czułam wsparcie i otuchę, które dodawały mi sił w chwilach zwątpienia.
Ale teraz jest teraz. Czuję się bardzo dobrze. Mam już zdjęte szwy, właściwie nie odczuwam żadnego bólu, za mną pierwsze spacery i pierwszy masaż. Chodzę, siadam, gotuję, już prawie całkowicie sama się ubieram. I tak sobie teraz myślę, że mogło być o wiele gorzej. I choć czuję sztywność w plecach i nie mogę się na razie zginać w pół, skręcać, niczego dźwigać i przemęczać to przyjdzie czas na poprawę elastyczności i zakresu ruchów.
Przede mną jeszcze jakieś 6 tygodni odpoczynku, tak aby wszystko się zagoiło i zregenerowało. Przy łóżku stos książek, po domu porozkładane notesy z ołówkiem, gdyby nagle zrodził się pomysł na jakąś historię. Liczę, że będzie to czas na pisanie nowej książki. Najbliższe dni pokażą, bo głowa wciąż jeszcze ucieka do innych tematów. Dziś, żeby ją nieco rozluźnić podarowałam sobie masaż kobido. Okazało się, że moja fizjoterapeutka ma złote ręce – także jeśli chodzi o mięśnie twarzy. Nie sądziłam, że po operacji kręgosłupa zaopiekowania potrzebowała również moja głowa. Z drugiej strony nic mnie nie dziwi – nasze ciało to naczynia połączone, a powięzi mają szeroki zakres. Czuję wdzięczność i nieco mniejszy ciężar w tkankach.
Więcej z serii „Dziennki” przeczytasz tu






Czytam cię właśnie z nogą ułożoną wysoko, bo tak trzeba, po paskudnym złamaniu w stopie ze śrubami i prętami. Mam więc empatię na mocnym poziomie 😉 Pamiętaj- każdego dnia małe kroczki ku poprawie.
Zostaję tu poczytać.
Zatem trzymajmy się mocno. Życzę Ci szybkiego powrotu do formy i oby ból nogi jak najmniej Ci doskwierał. Zdrowiej. Dziękuję za Twój komentarz i za to że zostajesz. ❤️
Gdy sami cierpimy , lepiej rozumiemy innych . Rok temu skręciłam stopę , co goi się gorzej niż złamanie . Powodzenia w powrocie do pełnej sprawności nam wszystkim .
Reniu pozdrawiam, życzę Ci cierpliwości i jak najszybszego powrotu do pełnej sprawności, bez bólu i niedogodności. Asia