Jestem z siebie dumna. Po pół godzinie latania z nożyczkami po górskiej łące wróciłam do domu z całym koszem pięknych, soczyście żółtych kwiatów mniszka lekarskiego. Nazwa jest już dla mnie jasna. Roślina ma właściwości lecznicze, działa antyseptycznie i przeciwzapalnie niszcząc zarówno bakterie i wirusy. Jest szczególnie skuteczna w leczeniu infekcji górnych dróg oddechowych, do stosowania także codziennego, profilaktycznie w celach odpornościowych. I można z mniszka zrobić z syrop, a wręcz łudząco podobny w konsystencji i w smaku “miód”. Mój wygląda jak gryczany i nie zrobiła go pszczoła, tylko ja!

Dzielę się z Wami przepisem. Zapraszam!

Kwiaty mniszka lekarskiego, potocznie zwanego mleczem, zrywamy w maju (najlepiej na samym początku – między 3-6 maja), kiedy kwitnie jak szalony. Najlepiej w słoneczny, ciepły dzień w samo południe.

Zebrałam cały kosz, myślę, że ok. 4 litrów kwiatów gdyby włożyć je do słoików. Niech Was jednak ta ilość nie zmyli – syropu (bynajmniej nie koloru złotego) otrzymałam niewiele, bo ponad 1 litr.

Robiąc miód wybrałam nieco bardziej pracochłonną wersję.

Co potrzebujesz:

ok 4 l kwiatów

ok 1 litra wody

ok 1 kg cukru (500 g trzcinowego i 500 g muscovado dark firmy „Billington’s – użyłam jakościowo jak najlepszego cukru – tyle cukru podają tradycyjne przepisy, jedna w tym roku z uwagi na niezwykle aromatyczny pyłek mniszka użyłam niespełna 400 g i choć co prawda konsystencja była mniej gęsta, ale syrop pyszny).

1-2 cytryny

4-6 goździków

sitko, lejek, gaza, słoiczki, buteleczki (jak kto woli)

Jak robimy:

Wysypujemy kwiaty na papier do pieczenia i pozwalamy uciec żyjątkom. U mnie było ich niewiele, podczas zbierania starałam się strzepywać robaczki jednak delikatnie by nie strzepać drogocennego kwiatowego pyłku – to on jest w syropie najważniejszy.

Wspominana bardziej pracochłonna wersja to… użycie do „miodu” samych płatków kwiatów. Ale jest na to rada: nożyczki, pomoc syna i męża, wesoła rozmowa albo dobra muzyka. Obcinanie płatków do garnka zajęło nam około 45 minut – nic takiego. Dzięki temu mam pewność, że nie dostanie się do syropu charakterystyczna goryczka z mleczka (choć można użyć całych kwiatów – aż tak dużej różnicy nie będzie).

Płatki wrzuciłam do garnka razem z goździkami i zalałam 1 litrem gorącej wody, ugniatając by się zanurzyły – wchłaniają jednak szybko wodę tworząc rodzaj papki. Całość gotuję pod przykryciem na małym ogniu ok 30 minut. Już wtedy kolor soku robi się podobny do mocno zaparzonej herbaty. Na koniec wrzucam pokrojoną w plastry cytrynę – oczywiście wcześniej umytą dokładnie i sparzoną. Taką mieszaninę zostawiam na noc.

Rano przecedzam całość przez sitko wyłożone gazą do drugiego garnka – ciemny wyciąg z płatków i cytryny wyciskam w dłoni jak gąbkę.

Soku mam ponad litr. Dodaję oba cukry i rozpuszczam podgrzewając. Gotuję na małym ogniu (by nie bulgotało) ok godziny. W tym czasie wywar gęstnieje pomalutku przypominając konsystencją syrop. Głęboki, brązowy kolor mnie zachwyca. Po godzinie przelewam syrop przez lejek do wyparzonego litrowego słoika i do buteleczki (200 ml). Resztę z garnka wylizuję. „Co za smak! Jak miód!” – krzyczę z niedowierzaniem w myślach. Wlewam resztę do kubka i zalewam ciepłą wodą – piję. Potężna dawka węglowodanów – co za słodycz.

Odkąd mam syrop w domu piję łyżeczkę dziennie – albo wzmacniająco jako syrop na gardło, albo słodząc herbatę, albo dodając do sosu do sałatki (wymieszałam łyżkę z oliwą z oliwek – boskie!), albo z wodą o poranku, albo, albo..

Bon Appetit!

P.S. Całość, krok po kroku opisuję na instastories w dziale „przepisy” www.instagram.com/bieganizm

🙂

4 komentarze

  • Avatar Jacek pisze:

    Bardzo emocjonalne są Twoje przepisy, musze spróbować go powtórzyć z tymi wszystkimi zachwytami i krzykami … 🙂

  • Avatar Iten pisze:

    To jest jeden bardziej tradycyjnych przepisów, ale znalzlam opinie ze za duzo cukru i ze niby jak cukier ktory szkodzi a jest w duzej ilości w miodzie z mniszka ma miec ten miod wlasciwosci lecznicze…ps. ja taki pamietam z lat dzieciństwa tylko bez goździków😁

    • Ja właśnie zmniejszyłam bardzo drastycznie ilość cukru do maksymalnie 400 g i jestem zadowolona. Średnio zatem wypada po 100 g cukru na słoik/butelkę. Zgadzam się, że po co cukier, ale bez niego się nie da zmienić konsystencji, on też sprawia, że syrop się nie psuje. Ktoś mnie pytał „dodaj miód” będzie zdrowiej. Nie będzie, bo ilość fruktozy i glukozy w miodzie jest również bardzo wysoka (suma to w zależności od miodu nawet 80 g na 100 g miodu), a gotując syrop miód straci swoje właściwości więc go szkoda. Ilość wypijanego dziennie syropu to powiedzmy 1 łyżka np. dodana do herbaty (profilaktycznie na jesieni i w zimie czy wypita jako syrop na gardło podczas przeziębienia), czyli między 2,5-5 g węglowodanów. Myślę, że nie jest tak strasznie (w lekach i syropach też jest cukier), jeśli generalnie unika się cukru, nie jedząc produktów dosładzanych zewnętrznie. 🙂 Ale popieram i cukru albo innych substancji słodzących stosuję jak najmniej i tylko kiedy trzeba. Pozdrawiam! P.S. Skłaniam się raczej do używania określenia „działanie prozdrowotne” lub wspomagające leczenie, bo sam syrop na pewno nas nie uleczy, ale jego cenne właściwości pochodzące z pyłków zwiększają naszą odporność. 🙂

Napisz komentarz