Kupując chałkę w sklepie czy piekarni nigdy nie wiesz co tak naprawdę do niej dodają. Wszystko co puszyste, idealnie miękkie jest zbyt piękne by w tych czasach pozbawione było chemii, spulchniaczy czy wzmacniaczy smaku. Wystarczy że same składniki mogą być nie najlepszego pochodzenia. Chociażby mąka, a pszenna to już w szczególności. Domowe wypieki mają to do siebie, że się wie co wchodzi w ich skład. Chałka, którą piekę jest idealna, smaczna i miękka. A przede wszystkim własna i zrobiona z pysznej, dobrej gatunkowo mąki pszennej. Przy pieczeniu chałki postaraj się użyć dobrej, ekologicznej mąki, ze sprawdzonych polskich młynów, niekoniecznie tych dużych. Osobiście od kilku lat używam mąk z młynu w Jordanowie Śląskim, który zbudowany został przełomie XIX i XX wieku przez Alfreda Schölicha.
Na stronie właścicieli czytamy „Od początku swego istnienia pracuje (młyn) nieustannie z wykorzystaniem oryginalnych trier graniastych używanych do odsiewania otrąb od mąki. W naszym młynie wciąż bez zarzutu pracują przedwojenne mlewniki do rozdrabniania ziarna i odsiewacze do oddzielania otrąb.”

Drożdże kupuję ekologiczne, cukier proponuję użyć trzcinowy.

Zapraszam na przepis, który jest dość prosty, choć przyznaję… miałam dwa podejścia. Ważne jest to jak przygotujesz ciasto. I w to włóż serce.

Potrzebujesz (proporcje na 2 chałki):

Do aktywacji drożdży

  • 30 g świeżych drożdży (suszonych opakowanie 8-9 g)
  • 300 ml ciepłego mleka sojowego (maksymalnie 37 st)
  • 1/4 szklanki cukru

Ciasto

  • 1/2 szklanki oleju roślinnego (używam rzepakowego bio) lub tyle samo rozpuszczonego w rondelku masła, 70 g (letniego)
  • 1/3 szklanki cukru
  • 3 łyżeczki syropu z agawy lub miodu (jeśli używasz)
  • 500-600 g mąki pszennej typ 550
  • szczypta soli

Kruszonka

  • dwie łyżki masła (użyłam roślinne Alsan bio)
  • 3 łyżki mąki
  • czubatą łyżkę cukru

Jak robisz:

Przydadzą Ci się dwie miski – jedna mniejsza, w której wyrosną drożdże, a druga większa, wygodna, w której będzie się mieszało ciasto. Najpierw zaktywuj drożdże. Do miski wlej ciepłe mleko (35-40 stopni maksymalnie), dosyp cukier i wsyp lub rozkrusz drożdże. Dokładnie wymieszaj całość, aby drożdże się rozpuściły. Miskę przykryj lnianą ścierką i odstaw na 15-20 minut. Ja wstawiam do piekarnika włączając jedynie opcję „światło”. Mamy wtedy optymalną dla pracujących drożdży temperaturę, czyli ok. 35  st.

Kiedy drożdże spulchnią mleko przelewamy je do dużej miski, dodajemy tłuszcz, cukier, miód lub syrop z agawy, szczyptę soli. Mieszamy delikatnie trzepaczką i zaczynamy dodawać mąkę po ok 100 g mieszając najpierw trzepaczką by ciasto było gładkie. Im więcej będzie mąki tym będzie trudniej mieszać, więc zmień trzepaczkę na dużą drewnianą łyżkę. Na koniec dodawania mąki (przy 400-500 g) zacznij już wyrabiać ciasto ręką (robisz to cały czas w misce). Dodawaj partiami mąki, aż ciasto będzie na tyle elastyczne i dobrze wyrobione, że będzie odchodziło od boków miski bez klejenia. Tak samo od rąk. W sumie może się okazać, że zużyjesz jej nawet 700 g. Ciasto będzie dobre wówczas, gdy włożysz w uformowaną z niego kulę opuszek palca i kiedy po jego wyjęciu ciasto wróci do swojego pierwotnego, gładkiego kształtu. Gotowe ciasto przekładasz do czystej miski, której spód jest delikatnie wysmarowany olejem – np. rzepakowym. Odstawiasz ciasto przykryte lnianą ścierką na maksymalnie 2 godziny (ja podobnie jak drożdże wstawiam je do piekarnika). Jeśli jest dobrze wyrobione podwoi swoją objętość już po godzinie.

Po zakończonym procesie rośnięcia uderz w ciasto pięścią i wyłóż na stolnice, zagnieć je kilka razy sprawdzając czy się nie klei. Ciasto podziel n dwie równe części. I teraz od Ciebie zależy jaki warkocz upleciesz – czy z 3 czy z 4 części. Podziel ciasto na równe części i rozwałkuj na rulony długości 20-25 cm (użyj trochę mąki na stolnicy/blacie i wałku). Proponuję skorzystać z instruktażowego filmu: plecenie warkoczy

Zaplatam warkocz już na blaszce wyłożonej papierem. Na klasycznej blaszce z piekarnika spokojnie zmieszczą się dwie chałki. Gotowe przykryj ścierką i pozostaw do wyrośnięcia na 30 minut. Powinny ładnie spulchnieć sporo się powiększając. Na koniec przed wstawieniem do piekarnika posmaruj wierzch odrobiną roztopionego masła i posyp kruszonką, którą w małej misce ucierasz z mąki, masła i cukru.

Osobiście piekę chałki w temperaturze 180 st przez ok 30 minut obserwując przyrumienienie skórki. Gotowe. I no cóż… ciepła, rwana, posmarowana grubo masłem, popijana mlekiem smakuje oczywiście najlepiej!

Smacznego!

Jeśli zasmakuje Ci wypiek pozostaw miłe słowo, a jeśli wstawisz gdzieś jej piękne zdjęcie oznacz je proszę # lub @bieganizm abym mogła je zobaczyć i podziwiać! Dziękuję!

Zapraszam też na mojego Instagrama!

Napisz komentarz