Zaczął się sezon na śliwki. Te wypatrzone w budce warzywnej opodal domu okazały się wspaniałe. I niedrogie. Kupuję więc od razu 10 kg i zaczynam robić dżemy. Tak już mam. W trakcie oczywiście podjadam – owoce są soczyste, słodkie, bardzo dojrzałe. Lepszych na przetwory chyba nie mogłam sobie wymarzyć. Umyte śliwki gotuję z ksylitolem – dosłownie z odrobiną (na kg śliwek dodałam 1/3 szklanki). Jeśli chcemy by w efekcie finalnym konsystencja była zagęszczona można dodać agaru agaru albo pektyny z owoców (na opakowaniach producenci podają proporcje, ale ja zawsze daję połowę mniej). Tym razem w słoikach zamknęłam niemal same śliwki. I ten kolor głębokiej czerwieni wpadającej w bordo!

Kto to potem wszystko je? Myślicie, że ja? O nie. W szafce wciąż stoją słoiki z 2012 roku. Sama raz na kilka miesięcy otwieram jeden, dwa tak po prostu, bo najdzie mnie wielka ochota na owoce. Jednak zazwyczaj zabieram jeden wybrany słoiczek na wyjazd w góry lub zawody biegowe. To idealne, sprawdzone źródło węglowodanów. I pewne. Reszta wędruje do bliskich, na podarunki, lub na licytację, by wesprzeć akcje charytatywne.

Po prostu bardzo lubię robić przetwory i patrzeć jak potem jedzą je inni.

JoKo

20150725 084623
IMG 20150725 164738
20150725 164948 1

Napisz komentarz