Brakuje mi czasu na czytanie książek. Kiedyś czytałam codziennie. Uwielbiałam w łóżku, przed snem, chociaż kilka kartek. Dziś położę książkę na nocnym stoliku. To będzie „Duchowość ciała” Alexandra Lowena, doskonała książka o duszy, ciele, gracji i zdrowiu. Wracam do niej regularnie. Teraz, w obecnych czasach, kiedy nasze ciała i psychika zostały wystawione na ciężką próbę wydaje mi się ważniejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Pamiętam jak wiele lat temu na „Festiwalu Duszy i Ciała” w Kawkowie po raz pierwszy znalazła się w moich rękach. Pamiętam jak dziś pierwsze zdanie wstępu „W książce tej spróbuję odsłonić duchowe oblicze zdrowia.” Każde kolejne wciągały mnie niczym mocno ssący odkurzacz. To była niezwykła podróż w głąb mnie samej, uświadamiająca  to co zawsze czułam, a czego nigdy nie potrafiłam wyrazić. Nazywała tyle rzeczy po imieniu. To jedna z tych książek, w której każde zdanie jest ważne. Już wczoraj poczułam, że przyszedł czas by zajrzeć do niej ponownie, jak i do każdej kolejnej książki dr Lowena, amerykańskiego psychiatry i psychoterapeuty, który po latach badań stworzył własną metodę terapii (poprzez ruch) zwaną bioenergetyką.

Koniec roku w niezrozumiały sposób motywuje do postanowień, których i tak z reguły nie trzymamy się dłużej niż przez pierwsze dwa miesiące nowego roku. Pomóc może systematyczność i sumienność. Więc skoro o postanowieniach to prócz czytania przed snem, postanowiłam więcej pisać. Także Dzienników. W lutym ukaże się moja pierwsza książka, a właściwie opowiadanie zapoczątkowujące serię, która dla wielu może być zaskoczeniem. Tym bardziej mnie to cieszy. Ale to nie koniec pisania. Dziesiątki pamiętników leży w mojej piwnicy. Zaczęłam je pisać jeszcze w podstawówce. Zawsze wydawały mi się dziwne. Może to czas na zrobienie w nich porządku. Najpierw jednak czeka mnie porządek w piwnicy.

*

2021 będzie u mnie rokiem miłości. Chcę mocniej kochać, o ile to uczucie się stopniuje. Czuję, że potrzebuję włożyć w miłość więcej pracy, poświecić jej więcej czasu.

*

Jeszcze przed nowym rokiem przestałam jeść chleb i wszystkie mączne produkty, odstawiłam cukier dodany. Robię tak kilka razy w roku z czym nie mam problemu, a chciałabym na zawsze – na pewno cukier. Czy wystarczy mi samozaparcia? Nie wiem, ale się postaram. Cukier mam przecież w owocach i warzywach w ilościach dla mnie wystarczających. Wspólnie z Alkiem postanowiliśmy także przygotowywać obiady na dzień następny. Ostatnio kiedy Miłek poszedł spać pokroiliśmy wszystkie warzywa do farszu do tortilli – przy okazji mieliśmy dobre wspólne chwile w kuchni. Bliskość, czułość, śmiech. Kuchnia zbliża, albo nie pozwala się zbytnio oddalić.

*

Z piwnicy, do której chcę dziś zejść, przyniosę kilka doniczek. Posadzę w nich pestkę awokado, mango i kłącze imbiru oraz kurkumy. Potrzebuję mieć rosnące w domu roślinny symbolizujące siłę, zdrowie i witalność. Pod postacią łodygi i liści. Pamiętników nie przyniosę, muszą jeszcze swoje odczekać. 

*

Moje chłopaki na spacerze, jestem sama w domu, leci Chilli Zet, od Nowego Roku mamy chwilowy odpoczynek od RMF Classic. Mata na końcu salonu na mnie patrzy wraz z misiem porzuconym przez Miłka. Chyba pójdę go przytulić i przy okazji poćwiczyć zmęczony kręgosłup. Potem wrócę by dalej pisać, drugie opowiadanie z serii…

Ściskam siebie i Ciebie drogi Czytelniku.

Asia

DSF6191
DSF6169

Napisz komentarz