Skip to main content

Każdego dnia widzę siebie w lustrze. Moje ciało. Nogi, brzuch. piersi. Wielką przyjaźnią darzę moje ciało po ostatniej ciąży i porodzie. Nie doszło do siebie tak jak doszło po pierwszej ciąży w wieku 30 lat. Dekada robi swoje. Potargało nim mocno. Przepuklina pępkowa, stale osłabione mieście brzucha, popękane naczynka na udach, asymetryczne piersi. A przecież byłam taka aktywna przed tą ciążą, zwinna, sprężysta, ćwicząca regularnie przed i podczas ciąży. Dlaczego o tym piszę? Jak widać na pewne rzeczy nie mamy wpływu i nie możemy nic zakładać ani oczekiwać, by się potem nie rozczarować. Ciąża, poród i to co będzie z nami „po” to nieprzewidywalne procesy. Ja to już wiedziałam po pierwszej ciąży. Teraz jestem kobietą o ciele po przejściach, z wieloma bliznami. Ale nie przeszkadza mi i tego nie ukrywam, bo kto mówi o ideałach i kto szuka perfekcyjności? Ja już przestałam dawno. Kocham moje ciało w wydaniu „tu i teraz”. To ja. I takie je akceptuję. Dbam o nie troskliwie, przyjaźnimy się, umawiamy na randki. I fajnie, że niezmiennie towarzyszy mi w tym mój mąż, który nigdy ani przez chwilę nie dał mi odczuć, że coś się we mnie zmieniło. Jedynie na lepsze. Cena jaką często płacimy za ciążę jest niewielka patrząc na jej owoc.

IMG 0341
IMG 0330
IMG 0327

Napisz komentarz