Zupełnie nie wiem jak to się stało, że mnie tu jeszcze nie było. 15 lat namawiał mnie na ten wyjazd mój Tato. I wreszcie się doczekał. Jestem na Krecie. Może dopiero dojrzałam? Może akurat to miejsce miało mnie zawołać teraz, albo dopiero usłyszałam wołanie? A więc Tata zabrał mnie, jesteśmy tu razem, a ja zabrałam syna. Rodzinny, wielopokoleniowy wyjazd.

Grecja jest piękna – słyszałam. Grecja faktycznie jest piękna – a więc i ja to widzę. Przyjazna zarówno kulinarnie jak i klimatycznie. Temperatura mimo, że jest wysoka, wydaje się być idealna – może dlatego, że wokół mnie tyle wody. Góry są surowe, dzikie i rzadko przemierzane. Mało w nich zieleni. Susza je zżera. Nie czuję napięcia – ani w ludziach ani w powietrzu. Dodatkowo miałam okazję przeżyć coś nietypowego dla tego klimatu i o tej porze roku – deszcz i burzę. Radość Greków ze słodkiej wody lecącej z nieba była wielka. Zalało kilka uliczek przy domach. Drzewa oliwkowe od razu się zazieleniły. Wyspa na chwilę jakby zatętniła.

Więc cieszyliśmy się każdą chwilą, każdym kotem, każdym owocem, każdą falą, każdą gwiazdą na niebie, każdym porankiem i wieczorem.

A teraz przypomnijcie sobie kiedy ostatni raz, już jako dorośli, pojechaliście ze swoimi rodzicami, albo z jednym z nich na wakacje? Jeśli nie pamiętacie to znaczy, że czas to zmienić.  Jeśli oczywiście jeszcze macie taką możliwość.

Jestem wdzięczna. Dziękuję Tato!

2 komentarze

Napisz komentarz