„Jak często biegasz w ciąży, ile kilometrów?” „Asiu, biegasz w ciąży, bo ja się waham?” „Biegam w ciąży, ale szybko się męczę, czy też tak masz?”
Takie i podobne pytania często od Was słyszę.
Dlatego zdecydowałam na nie odpowiedzieć – tutaj na forum, bo w moim odczuciu, w czasach gdy bieganie opanowało świat i nasze życia, temat wydaje się ważny. Odpowiedź będzie subiektywna, osobista, wynikająca z takiego, a nie innego poczucia słuszności. Odniosę się oczywiście wyłącznie do prawidłowo przebiegającej ciąży i zdrowej matki. Zdania wśród lekarzy są podzielone, większość lekarzy wciąż odradza bieganie (szczególnie jeśli przed ciążą się nie biegało), ale jest i część, która nie widzi przeciwskazań. Co myślę ja, osoba, która przed ciążą biegała od 6 lat po górach?

Odkąd dowiedziałam się, że będę mamą nie biegam. Intuicja i organizm doradziły mi by zrobić przerwę.
Dlaczego? Bo nie czuję takiej potrzeby. Co więcej, wcale nie uważam, żeby moja miednica, stawy i mięśnie przy takim przeciążeniu i wewnętrznych zmianach jakim jesteśmy poddawane w ciąży, cokolwiek na bieganiu zyskiwały – zwłaszcza od 6 miesiąca. Ciało kobiety przechodzi rewolucję, działanie niezbędnych hormonów często niesie za sobą nieprzyjemne skutki uboczne powodując m.in. zwiotczenie mięśni gładkich, rozszerzanie żył, puchnięcie z racji zatrzymania wody w organizmie, czy nadmierną potliwość. Ponieważ ja powyższych objawów specjalnie podczas ciąży nie odczuwam to właściwie mogłabym biegać. Dla mnie jest jednak coś ważniejszego: dziecko, które noszę pod sercem i jego samopoczucie. Zastanawiam się czy kilkaset, a nawet kilka tysięcy podskoków, które zafundowałabym dzidziusiowi w brzuchu podczas biegania dałoby mu poczucie komfortu mimo działających amortyzująco wód płodowych? Jakoś mam mieszane uczucia. Do tego dochodzi podwyższone tętno biegającej. Jak tętno wzrasta u mamy to i u dziecka. A nie powinno zbyt często ponad normę (tętno maluszka w brzuchu jest już wyjściowo znacznie wyższe niż nasze).

Zawsze kiedy mam podjąć w życiu jakąś decyzję, co do której mam mieszane uczucia, zadaję sobie jedno, podstawowe pytanie: „Po co”? W tym przypadku, „Po co mam biegać w ciąży?” Dla kondycji? Dla formy? Jaki jest cel? Nie przytyć za bardzo? Przecież waga wzrasta fizjologicznie. W ciąży powinna. Ile w bieganiu w ciąży jest egoizmu bądź chęci udowodnienia sobie czegoś? Czego? Że ciąża nie jest chorobą? No nie jest. I? A może nie potrafimy wytrzymać bez treningu? Widziałam kilka biegających w ciąży brzuszków, nawet na zawodach – w 5 i 6 miesiącu. Nie zdecydowałabym się. Ale to jestem ja. Próbowałam chwilę potruchtać miedzy 3 a 4 miesiącem i powiem Wam, że w moim odczuciu bieganie w tym stanie jest zwyczajnie nieprzyjemne i męczące. I wcale nie wyzwalało we mnie endorfin. Zadyszka pojawia się dość szybko.

W ciąży nie mamy się męczyć i pocić, tylko wzmacniać i rozluźniać, ćwiczyć te mięśnie, które wesprą nas podczas porodu, skupić się na macicy i mięśniach kegla. Powinniśmy magazynować energię, a nie zbytnio ją tracić. I tu następuje moment by zaznaczyć, że jak najbardziej jestem za dziarskim trybem życia, ruchem i ćwiczeniami w ciąży. Są wręcz wskazane. Mamy się dobrze prowadzić, zdrowo odżywiać i żyć aktywnie.

A zatem jak rekompensuję sobie bieganie? Pomysłów nie brakuje. Od początku ćwiczę jogę, pilates, trochę tańczę, wędruję z kijami po niewysokich górach. Można pływać, w zimę wybrać się na skitoury w formie „spaceru”, (lekkie, niewyboiste trasy), a w lato założyć nartorolki, jeśli ktoś je regularnie wcześniej trenował. Odpowiednio dobrane przez mądrego trenera ćwiczenia też są dobre, czy na siłowni czy w domu. Choć do porodu zostały mi dwa miesiące, a może i mniej, wciąż przemieszczam się na wygodnym, miejskim rowerze.
Ale biegać? Nie widzę sensu i potrzeby.

Jestem ciekawa waszych historii, waszego zdania, szanując każde – kobiety biegającej i niebiegającej w ciąży. W końcu to nasze wybory. Ja napisałam o moim.
Howgh!

P.S. Dodam na koniec: rozmawiałam z kilkoma kobietami biegającymi w ciąży i większość później twierdziła, że nie miało to większego sensu, że czasem czuły się niekomfortowo również psychicznie, bo np. biegały wbrew prośbom partnerów (to też ich dziecko prawda?). Niektóre po jakimś zrezygnowały twierdząc, że „gra” nie była po prostu warta świeczki, inne musiały udać się na nieplanowaną wizytę do ginekologa. Na szczęście wszystkie koniec końców szczęśliwie urodziły.
Zatem trzymajcie się w zdrowiu i słuchajcie intuicji.

Napisz komentarz