Pewnego dnia naszła mnie potrzeba wgryzienia zębów w coś miękkiego i soczystego. Wegańskie ciasta z reguły są troszkę jak dla mnie zbyt suche. Dlatego postanowiłam obalić to przeświadczenie i zrobić wyrośnięte, puszyste ciasto ze słodko-kwaskowatymi owocami.. Właściwie jakie owoce będą w cieście zależą od humoru i ochoty piekącego. Zrobiłam je już z borówkami, śliwkami węgierkami, jabłkami i gruszkami. Każde doskonałe i ani jedno nie było suche.

Nigdy nie przepadałam za ciastami drożdżowymi, ale nigdy też nie zrobiłam żadnego sama, bo wydawało mi się zbyt pracochłonne. I drożdże jakoś nigdy nie rosły w naszym domu tak jak rosły innym. Ale tak bardzo chciałam wyrośnięte mięciutkie ciasto że… musiałam spróbować sama.

Inspiracją był przepis od Vegeszamanki, bo ja kompletnie nie miałam obycia z drożdżami i potrzebowałam wskazówek. W cieście nie ma jaj, mleka krowiego, odzwierzęcego tłuszczu. Ewentualnie może być miód albo syrop z agawy. Mój syn smaruje nim wierzch ciasta po upieczeniu.

Co potrzeba:

60 g świeżych drożdży

1 szklanka mleka roślinnego (np. owsiane, sojowe, ryżowe)

¼ szklanki wody

4 szklanki mąki pszennej

1 łyżka cukru waniliowego (nie wanilinowego); możemy np. zmieszać cukier trzcinowy z mieloną wanilią

1 łyżka cynamonu

szczypta soli himalajskiej

½ szklanki dobrego oleju np. ryżowego/rzepakowego/winogronowego

owoce (ok 10 śliwek wystarczy/2 jabłka/2 gruszki/opakowanie borówek lub mieszamy różne)

1/3 szklanki ksylitolu/cukru trzcinowego/miodu/syropu z agawy (opcjonalnie)

½ szklanki płatków migdałowych

Jak robimy:

W rondelku podgrzewamy mleko roślinne (aby się nie zagotowało). Zestawiamy i rozpuszczamy w nim drożdże. Po dokładnym wymieszaniu odstawiamy w ciepłe miejsce na 15 minut. Ja włączyłam piekarnik na 30 st., a kiedy się ogrzał, wyłączyłam i do ciepłego wstawiłam garnuszek z drożdżami.

W tym czasie, w dużej wygodnej misce mieszam – zawsze w kuchni używam drewnianej łyżki – mąkę, wodę, sól, cynamon, olej i cukier trzcinowy/ksylitol/ew miód. Do tego dodajemy ciepłe, “ścięte z drożdżami” mleko. Następnie zabieram się za moją ulubioną czynność: ugniatanie ciasta dłonią (moczę rękę w wodzie by ciasto tak bardzo się nie lepiło). Staram się dokładnie je wygnieść (ok 2-3 min), ale nie przejmujcie się jeśli nie uzyskacie gładkiej masy. Nigdy takiej nie miałam, a ciasto potem i tak pięknie się piekło. Wymieszane ciasto zostawiam przykryte ściereczką we wciąż ciepłym piekarniku na ok 30 minut.

Przygotowujemy tortownicę wyłożoną papierem do pieczenia, ew wysmarowaną roślinnym tłuszczem. Ja używam papieru tylko na spód a boki smaruję masłem roślinnym. Owoce dowolnie kroimy (jabłka i gruszki obieram ze skórki), śliwkom wyjmuję pestki i przecinam na połówki.

Po 30 min przekładamy połowę ciasta z miski (powinno trochę spuchnąć) na spód tortownicy, pomagamy sobie mokrą łyżką w wypełnieniu dna. Następnie kładziemy połowę owoców, posypujemy połową migdałów i przykrywamy pozostałą częścią ciasta. Wierzch ozdabiamy resztą owoców i migdałów.

Gotowe ciasto wstawiamy do rozgrzanego do 200 st. C piekarnika i pieczemy ok 50-60 minut.

Bon Appetit!

P.S. Wiem, że gorące ciasto smakuję często wybornie, ale w tym przypadku polecam, by trochę ostygło. Tak samo twierdzi mój synek, który uwielbia to ciasto. Za to do ciepłej latte lub moczone w kawie zbożowej… smakuje obłędnie! Nie wkładam do lodówki, by zachowało puszystość i soczystość. Przykrywam tylko na noc bawełnianą ściereczką (wyciągnijcie tylko papier do pieczenia spod spodu). Zresztą… rzadko stoi na blacie dłużej niż jeden dzień. Lodówka zbędna!

20150908 144505 2
IMG 20150909 091223

Napisz komentarz